PERSPEKTYWA MIĘDZYNARODOWA

opracowania – reportaże – publicystyka – opinie

Masakra w Jallianwala

Posted by Perspektywa Międzynarodowa w dniu 7 września, 2016

Bartłomiej Zindulski

Masakra w Jallianwala
(Część reportażu „Z notesem w północnych Indiach„)

Adżit urodził się i wychował w Amritsar. Nie jest Sikhem, ale mówi o sobie z dumą ‚Pendżabi Man’. Nigdy nie był nigdzie poza stanem a w samym Pendżabie odwiedził jedynie kilka miejscowości wokół Amritsaru. Dla niego podróż do innego kraju to coś niewyobrażalnego. Nie był nawet w Delhi, ani nawet w stolicy swojego stanu, ani nawet w żadnym innym dużym mieście. Tak jakoś wyszło, że spędził całe życie w jednym mieście w którym się urodził. Ma 32 lata, ale wygląda na ponad 40. Od dziecka pracuje jako rikszarz. Jest chudy, w szarym ubraniu. Miał zmęczoną twarz, może przez upał, z kilkudniowym zarostem, czarne, siwiejące włosy, czarne błyszczące oczy, jakby lekko załzawione, albo przemęczone. Co chwilę podkreśla, że jest biednym człowiekiem. Ale o mieście wie wszystko, doskonale zna historię Indii i chętnie opowiada.

Przez centrum Amritsar przeszła właśnie ulewa wypełniając brudne ulice kilkucentymetrowymi potokami wody. Temperatura oscylowała wokół 40 stopni. W powietrzu unosiła się przybijająca wilgoć. Gdy przejeżdżające samochody oblewały pieszych ciepłą, brudną wodą, nie stanowiło to wielkiej różnicy, bo ciało i wszystko wokoło było mokre od gęstej wilgoci.

Gdy Adżit zobaczył mnie na ulicy, zapytał gdzie chcę pojechać jego rikszą. Główną atrakcją miasta jest Złota Świątynia czyli „Mekka”, „Watykan” i „Jerozolima” Sikhów w jednym. Tam chciałem najpierw pojechać. Ale Adżit, z wyraźnie udawanym, teatralnym zdziwieniem zapytał: – a nie chcesz najpierw do Ogrodu Jallianwala? Czy wiesz co to jest Jallianwala? Oczywiście zgodziłem się, że najpierw trzeba tam pojechać. Patriotyczna, pełna dumy z bycia Hindusem, nawet jeśli trochę mało naturalna, sugestia Adżita nie pozostawiła miejsca na wątpliwość.

13 kwietnia 1919 roku z okazji tradycyjnego festiwalu Vaisakhi przypadającego w dniu pendżabskiego Nowego Roku, w ogrodzie Jallianwala w centrum Amritsar zebrało się 15 tysięcy mieszkańców miasta i okolicznych wsi. Rozsiedli się na trawie, rozłożyli swoje prowianty i w piknikowej atmosferze wsłuchiwali się w słowa przemawiających przywódców Sikhów. Wśród nich byli nie tylko Sikhowie ale także wyznawcy hinduizmu i muzułmanie – wyznanie nie miało tu znaczenia. Jak w przypadku wszystkich wieców i spotkań, tak i to spotkanie wypełniło się polityczną agitacją. W poprzednich dniach doszło do napięcia między działaczami niepodległościowymi a Anglikami – wojsko ostrzelało kilka wieców zabijając łącznie kilkadziesiąt osób a działacze niepodległościowi podpalili kilka budynków rządowych. Rozzłoszczona ludność dokonała kilku napaści na Europejczyków – słowem – napięcie wisiało w powietrzu. Mówcy w Jallianwala zwracali uwagę na niesprawiedliwość brytyjskiej okupacji, na grabieżczy charakter kolonialnych rządów Anglików, na potęgę militarną okupanta. Były to powszechnie dyskutowane w Indiach kwestie i można było je legalnie poruszać o ile nie wzywało się jednocześnie do obalenia rządów kolonialnych przemocą. Tłum wsłuchiwał się w słowa mówców, ale nie skandował ani nie reagował burzliwie na ich słowa – to był spokojny więc, przypominający mszę świętą na której ksiądz mówi a wierni słuchają, tyle tylko, że przy okazji piknikowano, dzielono się jedzeniem, dzieci się bawiły, niektórzy drzemali.

Wąską uliczką wiodącą do ogrodu wmaszerowała grupa żołnierzy brytyjskiej armii pod dowództwem porucznika Reginalda Dyera. Dyer rozkazał żołnierzom rozstawić się w szeregu, wycelować karabiny w tłum i niemal natychmiast padła komenda – Fire! Żołnierze bez ostrzeżenia rozpoczęli strzelanie do obecnych w ogrodzie nieuzbrojonych ludzi. Strzelano do każdego kto się ruszał, stał czy leżał – także do tych, którzy próbowali ucieczki wdrapując się na mury. Niektórzy chcieli chronić się przed gradem kul wskakując do studni ale tam ginęli. Dzisiaj ta studnia nazywa się „Studnią Męczenników”. Od kul kolonialnej armii zginęło – według szacunków brytyjskich – 379 osób a rany odniosło ponad 1100 osób. Według Indyjskiego Kongresu Narodowego, który pomagał w pochówku i liczeniu ciał – ofiar było ponad 1500, w tym starcy, kobiety, dzieci, nawet niemowlaki. Na pamiątkowej tablicy w ogrodzie Jallianwala widnieje teraz napis: „Ta ziemia została poświęcona wymieszaną krwią blisko dwóch tysięcy niewinnych hindusów, sikhów i muzułmanów których dosięgły brytyjskie kule 13 kwietnia 1919 roku”.
Od tego czasu Ogród Jallianwala, czy Jallianwala Bagh, to miejsce o szczególnym znaczeniu dla historii Indii. Nie tylko dla Sikhów, nie tylko dla Pendżabu, ale dla wszystkich mieszkańców Indii bez względu na religię. To jedno z najważniejszych miejsc w historii indyjskiego ruchu narodowowyzwoleńczego.

Masakra w Jallianwala to był punkt zwrotny w historii ruchu na rzecz wyzwolenia Indii. Większość Hindusów straciła złudzenia co do charakteru kolonializmu i prawdziwego stosunku Anglików do podbitej ludności Indii. Rozpoczęto stosowanie strategii „Non-cooperation”. Przywódcy ruchu rozumiejąc, że przemoc ze strony ruchu niechybnie spotka się z krwawymi represjami ze strony potężnego okupanta, wezwali do walki z okupacją poprzez nieposłuszeństwo obywatelskie i powstrzymanie się od wszelkiej współpracy z władzami brytyjskimi na jakiejkolwiek płaszczyźnie.

Oznaczało to, że Hindusi zajmujący stanowiska w administracji kontrolowanej przez Brytyjczyków, powinni zrezygnować ze swoich funkcji i nie zajmować żadnych funkcji w strukturach władzy kolonialnej. Zachęcano do rezygnacji z kupowania brytyjskich produktów. Należało kupować tylko wyroby miejscowe, produkowane przez miejscowe, narodowe zakłady produkcyjne. Nie było to proste. Sprzedaż niektórych produktów objęta była brytyjskim monopolem. Tak na przykład było z solą, którą można było bez trudu samemu pozyskiwać z morza, jednak Brytyjczycy obłożyli jej wydobycie monopolem i ten powszechnie występujący i łatwo dostępny surowiec sprzedawali mieszkańcom Indii po wysokich cenach. Za samodzielne wydobywanie soli z morza groziły grzywny i kary więzienia. Patrole angielskiej armii często rewidowały napotkanych cywilów, właśnie w poszukiwaniu „przemycanej” soli. Należało więc unikać korzystania z brytyjskich produktów, bez których można się było obyć, jak na przykład alkoholu z zakładanych przez Brytyjczyków Liquer Shopów albo tanich, masowo produkowanych wyrobów kuchennych i do wyposażenia mieszkań, którymi Anglicy zasypali Indie wypychając tym samym miejscową produkcję podobnych przedmiotów. Powracano do korzystania z produktów wyrabianych lokalnie, przez indyjskich wytwórców.

Choć wydawać się może, że środki te były mało znaczące i mało bolesne dla okupanta, ich masowa skala nie pozwoliła przejść Brytyjczykom obojętnie obok rosnącego ruchu i jego żądań. Masakra w Jallianwala także przez Brytyjczyków uznawana była za najważniejsze wydarzenie na drodze do końca British Raj. Sam Winston Churchill uznał to wydarzenie za bardzo niekorzystne dla Wielkiej Brytanii i ostro krytykował działania Reginalda Dyera. Dyer pozostał jednak bohaterem dla konserwatywnych środowisk czerpiących korzyści z wyzyskiwania Indii i dla ówczesnej angielskiej prawicy. Ostatecznie imperium musiało się wynieść z Indii niespełna trzy dekady później.

Bartłomiej Zindulski

Artykuł można przedrukowywać w całości lub we fragmentach, pod warunkiem podania źródła i aktywnego linku do strony.

Pozostałe części artykułu:

1. Sprzeczności Delhi
2. Kto jeździ do Manali?
3. Walka o Kaszmir
4. Chrystus z Kaszmiru
5. Masakra w Jallianwala
6. Agenci Margaret Thatcher i śmierć Indiry Gandhi
7. Indyjska wiosna?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: